Czas czytania: 5 min

„Jeżeli coś kochasz, puść to wolno. Jeżeli wróci – jest Twoje. Jeżeli nie – nigdy Twoje nie było”.
– Antoine de Saint-Exupéry

POSZUKIWANIA NA SZLAKU


W marzeniach mamy nadzieję na wiele takich „naszych” rzeczy z cytatu z Małego Księcia, które będą z nami zawsze. U mnie na samym początku była to fotografia, która zaprowadziła mnie w przepiękne przestrzenie pełne cudów wyobraźni. Była to pasja która czasami paliła do żywego, ale sprawiała, że żyłam kolorowo. Niedługo potem wyśniłam sobie książki, najpierw własne, a potem podjęłam działania, które naturalnie przekształciły moje projekty w wydawnictwo. Dziś natomiast śnię o domu w Toskanii, ale jednocześnie jeszcze szukam drogi, która mnie do niego doprowadzi. Jestem przekonana, że Ty również, Czytelniku, masz swój katalog marzeń.


Nie wystarczy sobie wymarzyć tego, czego się pragnie. Marzenia nie są nawet postanowieniem o długiej podróży, to po prostu myśli, z którymi możemy coś zrobić lub nie. Czasami mijają lata i nie pamiętamy już swoich drobnych marzeń. Niewielu zostaje strażakami czy gwiazdami estrady – wiadomo, co czas czyni z dziecięcymi pomysłami. Marzenia które nam się nie spełniły, to marzenia których sami nie spełniliśmy. Być może były tylko zachciankami na dany czas, a jego upływ zweryfikował nasze intencje, myśli, działania? Być może to my się zmieniliśmy i już nie pragniemy tego, co fascynowało nas wcześniej? Są jednak w nas zapisane marzenia „od zawsze”, których
realizacja wydaje się sensem życia, jego dalszą częścią bez której wiecznie będziemy tęsknić za poczuciem spełnienia. Realizacja tych marzeń to nasza droga, a dzięki nim czujemy się na właściwym szlaku. Bo szczęście jest przecież drogą, a nie celem samym w sobie.

ODNALEZIENIE


Nieczęsto miewam przeczucie, że oto ta chwila jest kluczowa. Ale jeżeli ono już się pojawia, wiem, że to pierwszy dzień całej reszty życia. To jak znaleźć furtkę do ogrodu pełnego kwiatów. To jak zobaczyć widok z górskiego szczytu. To jak złapać nić przeznaczenia i poczuć je głęboko w swoim sercu. Odczułam ten rodzaj wyjątkowości kilka razy, m.in. przy pierwszym spotkaniu, gdy spojrzałam na Justynę i po prostu „wiedziałam”. Moi bardziej uduchowieni znajomi określiliby to połączeniem dusz. Istnieje dość popularny pogląd, że wszystko co przeżywamy w swoim życiu wcześniej zostało zaplanowane przez nasze dusze. Każde wydarzenie, spotkanie, wspólna droga. Dotknęłyśmy skrzydeł tego samego motyla. Krążył nam nad głowami. Prowadził do ogrodu.

PUSZCZONE MARZENIE


To było nie z tej Ziemi. Nigdy nie posądziłabym siebie o takie moce twórcze. Ogród przynosił owoce, ale przyszła burza i nagle nadszedł dzień w którym wszystko zniknęło. Nie sposób było tego podsumować niczym innym, jak niedowierzaniem. Motyl odleciał. Czy to oznacza, że coś w co wierzyłam tak głęboko – było tylko iluzją? Ogród zniknął gdzieś w gęstwinie niespokojnych myśli i nie potrafiłam go odnaleźć…

POSZUKIWANIA BEZ REZULTATU


Myślę, że jestem w takim momencie życia, w którym mocno ufam sobie. Bez względu na
wcześniejsze wybory, które czasami z premedytacją kończyły się katastrofą. Bo zawsze chcesz mieć przy sobie ludzi, którym jesteś potrzebny, nawet jeżeli w głębi duszy wiesz, że są niewłaściwi. Mogą być pocieszeniem, bo w złości możesz im powiedzieć co czujesz i przytakną, bo sami mają w sobie wiele gniewu na swój ogród, który utracili. Solidaryzują się z tobą. Możesz czuć, że mają inne intencje niż deklarują, ale łakniesz ich komplementów. Nie myślisz o skutkach, a te przecież nie są warte finału. Ale finał ten nadchodzi i tak jak się spodziewasz – jest druzgoczący.


Gdy 2,5 roku temu odleciał motyl, długo nie mogłam zrozumieć dlaczego. Postawiłam pod znakiem zapytania wszystkie swoje wartości. Próbowałam pracować z ludźmi, z którymi nigdy wcześniej nie brałabym pod uwagę żadnej współpracy. Dosłownie zignorowałam wszystkie czerwone światła. Chyba nie muszę dodawać, że nie skończyło się to dobrze?


Ale co miałam myśleć w tamtej chwili, jeżeli moje szczere marzenia okazały się fikcją? Jak miałam od nowa zaufać sobie i swoim wyborom? Totalny bałagan. Odeszłam od zwierzeń w mediach społecznościowych. Starałam się być zajęta. Spełniałam marzenia innych o zostaniu autorem, co akurat bardzo mi się podoba i z pewnością jest to moim przeznaczeniem bez względu na pogodę mojej duszy. Zapomniałam jednak o sobie. Tak było prościej.

TRWANIE


Na stoisku z książkami przykuwa moją uwagę powieść „Pod powierzchnią” Daisy Johnson.
Otwieram książkę na pierwszej stronie i nagle z oczu płyną mi łzy. Jestem w wielkim supermarkecie, ale w tej jednej chwili całe otoczenie znika. Wszystko zawęża się do tego, co odczuwam, czytając:


„Miejsca, w których się rodzimy, powracają w przebraniu (…). Sprawiają, że budzimy się, spadając, i
szukamy po omacku lampki przy łóżku, przekonani, że wszystko co stworzyliśmy, zniknęło w nocy.
Stajemy się obcy dla miejsc, w których się rodzimy. One nas nie rozpoznają, ale my rozpoznajemy je zawsze. Są naszym szpikiem kostnym, są w nas wrośnięte. Gdyby wywrócono nas poszewką na
wierzch, ukazałaby się mapa wycięta na lewej stronie naszej skóry, abyśmy mogli odnaleźć drogę
powrotną. Tyle, że na lewej stronie mojej skóry są wycięte nie kanały ani tory kolejowe, ani łódź, tylko zawsze: ty”.

Mocne. Oczywiście kupiłam tą książkę. Przeczytałam ten fragment kilkadziesiąt razy, ale zawsze moje ciało reaguje na niego tak, jakby rzeczywiście miało się przewrócić na lewą stronę. Być może pomyślałeś, Czytelniku, o swojej wielkiej miłości. Ja pomyślałam o czymś bardziej ogólnym. Nie sposób nie zauważyć tutaj metafory, która odnajduje czytającego sama i wbija się w niego ostrzem odnajdując bezbłędnie najczulszy punkt. Uświadamia, że nawet jeżeli uciekasz od swoich marzeń, tego co zbudowałeś, od kogoś lub czegoś, to dusza na to nie pozwoli. Musisz stawić czoła przeznaczeniu, bez względu na to ile nocy próbowałeś zapomnieć i wmówić sobie, że coś nie jest dla Ciebie. Masz to wrośnięte w siebie zawsze, nawet, jeżeli wokół zmieniają się okoliczności, a czas płynie jak szalony.

Przy furtce do ogrodu. I motyl. Fot. Ezo Oneir

MARZENIE WRACA


Stąpam dziś po cichu, aby nie spłoszyć najmniejszej myśli. Nie zmącić tego, co pojawiło się w przestrzeni. Trochę niedowierzam, wstrzymuję oddech i pozwalam motylowi osiąść na swojej dłoni.

Jest ósmy dzień Nowego Roku, a ja pierwszy raz od 2,5 lat piszę esej. Miał być artykuł, ale to zbyt osobiste. Tak dawno nie zamykałam myśli w krótkiej formie. Czy w ogóle to jeszcze potrafię?

Justyna Niebieszczańska napisała na portalu CF:
„Rok 2021 był rokiem poszukiwań bez rezultatu. 2022 był o nadziei”.

Nowe początki są jak pierwsze rozdziały kolejnej opowieści. Mamy nadzieję, że tym razem uda się
napisać sobą bestseller. Nieistotne, ile urzeczywistnienie marzenia zadało Ci ran. Ważne jest, aby u podstaw pragnienia zawsze leżała czysta intencja. Wielka idea, pierwotne światło i moc kreacji, która rozpalała serce i duszę. I nadzieja która sprawia, że rany leczą się same.


Bo nadzieja jest tym, co każe nam zimować. I wreszcie, zastaje nas z zaskoczenia taki poranek, którego zapach daje wyraźnie do zrozumienia, że coś się zmieniło w przestrzeni. Karmi cię nadzieją tak, że z niedowierzaniem patrzysz na ekran telefonu. SMS był krótki, ale przemyślany. Stawiał pytającego w bezpiecznym miejscu, a pytanemu pozwalał pójść w dowolną stronę. Nie był o motylu, ani o ogrodzie ale zapachniał wiosną. Minęło kilka tygodni.

AKAI ITO


Nowe początki. Nieśmiałe spotkania i rozmowy. Delikatne badanie gruntu. Cicha nadzieja na to, że
pomimo kilku lat nie jest jednak za późno i to, co najważniejsze nie umarło. A może to, co najważniejsze dopiero teraz ma szansę wykiełkować silne jak nigdy dotąd?


Są takie osoby w naszym życiu z którymi jesteśmy połączeni czerwoną nitką. I nie ma znaczenia nawet to, że egzystujemy jakiś czas w innych przestrzeniach. Nasze wybory życiowe nie są w stanie zerwać tej nitki. Legenda o Czerwonej Nici Przeznaczenia powstała w Chinach. Według niej Bóg Yuè Xià Lǎorén połączył przeznaczonych sobie ludzi, przywiązując ich do siebie za pomocą niewidzialnej, czerwonej nici. Nić ta może być długa, może się plątać, ale nigdy się nie przerwie. Akai Ito łączy z nami wszystkich, którzy w pewnym momencie pojawiają się w naszym życiu i okazują się później być dla nas ważni.


Stoję przy furtce do ogrodu. Bez oczekiwań. Z przyzwoleniem i poszanowaniem. Z własną opowieścią jak to jest, gdy nastaje burza. Ale nie ma we mnie strachu. To co ważne będzie istnieć bez względu na pogodę.

O autorze

zapiski osobiste Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *