Czas czytania: 3 min

Miałam 38 lat, kiedy w końcu ubrałam mundur. Złożyłam przysięgę 30 września 2018 roku. Bóg dał, że nie musiałam oddawać ani szpilek, ani garsonek. Nadal pracuję zawodowo poza służbą.

Wewnętrzna strona munduru

Czasami  coś trzeba stracić, aby zrozumieć. Nie dostać od razu, aby szanować. Tak właśnie było ze mną. Nie od razu wstąpiłam do wojska, choć mocno chciałam. Zaczęłam rekrutację w styczniu 2012 roku. Wymarzyłam sobie Wyższą Szkołę Wojsk Lądowych im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu. Nie byłam najmłodsza. Miałam  już ukończone studia, pięcioletniego synka i nieudane małżeństwo. Sport uprawiałam z doskoku. Pływać nie umiałam.  Później okazało się, że na jedno miejsce na dwunastomiesięcznym kursie było 104 kandydatów, siedem miejsc na całą uczelnię. Nie dostałam się. Choć pływać nauczyłam się w trzy miesiące, biegałam jak perszing, robiłam pompki jak Chuck Norris. Zgubił mnie brak pokory i angielski, który przecież umiałam doskonale.

Los wie lepiej

Czy było mi przykro? Czy byłam na siebie zła za to, że nawaliłam?  Może trochę. Miesiąc później okazało się, że mundur wojsk lądowych nie był mi pisany w tym właśnie momencie. Wspólnie z synem pochowaliśmy jego ojca.  Miałam swoją osobistą misję bojową. Taki życiowy poligon do przejścia. Wspólnie pracowaliśmy nad tym, aby wrócić do normalności. Udało się. Zrobiliśmy bardzo dużo i dla siebie, i dla innych. Opublikowaliśmy książkę o stracie.

Kilka prób

W pół roku po niezdanym egzaminie na uczelnię, zdałam oba certyfikaty językowe. Niestety, zakończono już rekrutację na „moją specjalizację”.  Nie kapitulowałam, próbowałam na inne kierunki. Specjalnie ukończyłam studia podyplomowe. Ciągle coś stawało na drodze do służby.

W 2017 roku powiedziałam: „a może wystarczy”? Wyszłam za mąż. Dałam spokój. Choć w środku coś ciągle mówiło, przecież tak bardzo chciałaś pracować z „tymi ludźmi”. To oni tak bardzo cię fascynowali. Ten regulaminowy sposób myślenia, to poukładanie, oddanie. Ten inny niż korporacyjny świat.

Formacja dla cywili

Brygadę utworzono w kujawsko-pomorskim na początku roku. To był czas, kiedy to na najmłodszy rodzaj sił zbrojnych wylewano wszelkie frustracje polityczne. Nie przyjmowałam tego do wiadomości. Tak już w Polsce jest, że gdzie dwóch rodaków tam trzy opinie i dziesięć różnych nastrojów.

Zaczęłam myśleć o złożeniu dokumentów w czerwcu. Zrobiłam to, bez pytania męża o zdanie. Z tyłu głowy miałam, że przecież może mi się nie udać. Przeszłam badania, rozmowy psychologiczne. Na nich zawsze wypadałam najlepiej. Usłyszałam, że z moim nastawieniem, wiedzą i doświadczeniem może zostałabym dowódcą?  Nie miałam odwagi marzyć aż tak bardzo.

Przeszłam szkolenie podstawowe. Było ciężko. Złożyłam przysięgę. Łzy szczęścia miałam na końcu nosa. Chyba nie do końca wierzyłam, że kiedyś wypowiem: „Ja żołnierz Wojska Polskiego, przysięgam”. Do tej pory ciągle się uczę. Teraz jestem na kursie oficerskim i znowu wiem, że chyba nigdy nie przestanę się uczyć. Nie przeraża mnie wybuch z grota. Uwielbiam zapach prochu na strzelnicy. 

szer. Julia Rozworowska-Wolańska

Po co mi to

Często pada pytanie: „Co  daje mi przynależność do formacji?” Długo nie potrafiłam odpowiedzieć. Dopiero niedawno znalazłam odpowiednią parafrazę: „Mogę godzinami opowiadać Ci, jak smakuje pomidor. I bez względu na to, czy to będą dwie czy dziesięć godzin moich opowieści, do czasu, kiedy sam nie posmakujesz, nie będziesz czuć tego, o czym mówię.” Służba to przede wszystkim oddanie. To praca w zespole, to odpowiedzialność i równość wobec zagrożeń. To pomoc potrzebującym i praca dla wspólnego celu.

Tego nie da się opowiedzieć. To trzeba poczuć. Wewnętrzna strona munduru jest o wiele ciekawsza, niż ta którą widzą inni. A zapach wystrzelonego prochu pachnie piękniej niż La via a bell. 

Julia Rozworowska-Wolańska

Z wykształcenia politolog- dziennikarz, absolwentka m.in. studiów MBA. Zawodowo realizuje się – jak to sama mówi – w kilku pracach  jednocześnie. Jest agentką ubezpieczeniową, trenerem biznesu, dyrektorem biura, a także żołnierzem (obecnie w trakcie kursu oficerskiego).
Prywatnie mama Krzysztofa i żona.
Bez względu na to, co się w jej życiu dzieje, uważa, że „widocznie tak miało być i dlatego jest dobrze”.
W pisaniu odnalazła szansę przeżycia życia na tysiąc sposobów.

FB: Mój Tata Mieszka w Innym Świecie

Fot. Monika Buńkowska

zapiski osobiste

One thought on “%1$s”

  1. Julia! Kobieta o wielu twarzach. A każda piękna bo…prawdziwa. Podziwiam, cenię, trzymam kciuki. Julia! Jesteś naprawdę wielka, a do tego potrafisz pisać pięknie a celnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *