Czas czytania: 3 min

Nie tak dawno mój kolega zamieścił post na facebooku. Na zdjęciu widniała czerwona skrzynka pocztowa i jego ręka wrzucająca do niej list. Podpis brzmiał: „Wyobraźcie sobie, że to jeszcze działa!”. Szczerze, poczułam dziwne ukłucie w sercu. Zmiany, które zaszły na przełomie naszego dzieciństwa a dorosłości sprawiają wrażenie, jakbyśmy w jednym życiu zasmakowali dwóch światów. My 40- 50-latkowie stoimy na uprzywilejowanej pozycji, która pomaga nam jeszcze zrozumieć różnicę pomiędzy pokoleniem naszych rodziców, a pokoleniem naszych dzieci. Słyszymy głos rozsądku i niestraszny nam brak dostępu do internetu. Potrafimy pójść do lasu nie tylko nie bojąc się o brak zasięgu, ale wręcz z założeniem, że chodzi właśnie o to, żeby go utracić. Bo w odróżnieniu od pokolenia naszych dzieci – to bez internetu czujemy się wolni. Nie odwrotnie. Potrafimy cieszyć się życiem tylko naszym i chwilami szczęścia, które pozostają ukryte dla innych. Cenimy szum fal bez ich nagrywania.

OD KOLEKCJONOWANIA ZNACZKÓW DO POSTCROSSINGU

W dzieciństwie wraz z tatą kolekcjonowałam znaczki. Jakież one były piękne! Prawdziwe dzieła sztuki, pomimo swojej użytkowej funkcji. Od kilku lat praktykuję postcrossing. Moja kolekcja pocztówek to prawie kilkaset sztuk z każdego zakątka świata. Strona łączy 792.476 użytkowników z 208 krajów. Od czasu jej założenia zarejestrowano już 55.359.086 dostarczonych, zarejestrowanych w systemie pocztówek. Jest międzynarodowe forum i tablice ulubionych kartek. To, do kogo napiszesz i kto napisze do ciebie – odbywa się przez systemowe losowanie. Osobiście najwięcej pocztówek otrzymuję z Rosji, Tajwanu i Ukrainy. Jeżeli bardzo się chce, co zrobiłam kilka razy – to można obejść system i napisać bezpośrednio do kogoś z kraju, z którego marzy ci się otrzymanie pocztówki. Warunkiem jest oznaczenie przy użytkowniku „Interested in direct swaps”, co oznacza, że dana osoba jest zainteresowana napisaniem do ciebie poza systemem w zamian za korespondencję od ciebie. W ten sposób stałam się dumną właścicielką kilku pocztówek z Indii.

RĘCZNIE NAPISANY LIST!

W zasadzie to wiedziałam, że coś się święci i w mojej skrzynce niebawem wyląduje coś grubszego niż kartka pocztowa. Joanna – jedna z praktykujących kreatywne pisanie (z grupy Justyny Niebieszczańskiej), delikatnie zapytała o mój adres poczty tradycyjnej. Byłam bardzo ciekawa i naprawdę oczekiwałam tej korespondencji. Gdyby ktoś mi powiedział: „Słuchaj, wyślę ci maila”, zapomniałabym o tej informacji następnego dnia, a nawet wcześniej. Ale to miał być PRAWDZIWY list. Nie wiem co dzieci zapamiętują teraz z wakacji. Ja pamiętam blask słońca i biel skóry za zieloną poświatą poblakłego zdjęcia z polaroida. Za takim jednym obrazem zwykle kryły się dwa miesiące wspaniałych wspomnień, które paradoksalnie nie blakną w pamięci. Czuję podekscytowanie kiedy przypominam sobie kolorowy list przyjaciółki, który pisała będąc na koloniach.

Piszemy tysiące słów dziennie, a odpowiedzi otrzymujemy praktycznie natychmiast. Nie mamy czasu, aby zastanowić się i rozsmakować w ważnych słowach. Mija godzina, a my jesteśmy już w innej przestrzeni. Informacje odpisane – zapomniane – odhaczone. Wszystko przemija i wypada z pamięci jak nielajkowany post ze ścianki facebooka. A ja już kilka wieczorów z rzędu delektuję się ręcznie napisanym listem. Co w nim jest? To pozostanie moją tajemnicą. Taki rodzaj korespondencji rządzi się dla mnie prawami minionej epoki. Wiem jedno – zostanie ze mną na długo. Może nawet na zawsze – bo oprócz ważnego przekazu, jest symbolem zapomnianej ery. Ery rzeczy ważnych.

Zdjęcie główne: Ulotka plik wektorowy utworzone przez macrovector – pl.freepik.com

Ogólne, rozwój osobisty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *