Czas czytania: 4 min

Pamiętam kiedy pierwszy raz poczułam zachwyt nad potęgą przyrody. Wyjazd na wycieczkę szkolną w góry. Polskie Tatry. Nie pamiętam nawet, co dokładnie tam robiliśmy i co zwiedzaliśmy. Ale jedno uczucie wbiło mi się w serce, mózg, ręce, nogi i płuca.

Te słupy zwaliły mnie z nóg!

Po długiej podróży przez polskie równiny, powoli docieraliśmy do coraz bardziej pagórkowatych i górzystych terenów. W końcu wysiedliśmy z autokaru i z daleka dostrzegliśmy zarys Giewontu. Byłam oczarowana, ale nie jakoś tam specjalnie mocno. Nie zapamiętałam samego chodzenia po górach i wspinania się na nie. Ale to, co zwaliło mnie z nóg, poczułam stojąc w dolinie i wpatrując się w górę. Te unoszące się po obu stronach słupy zieleni. Ta wielkość, potęga i moc. Zaparło mi dech w piersiach. Mogłabym tak stać i gapić się w nieskończoność. Nieskończoność czasu, nieskończoność natury i jej wielkości. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy i nie do końca byłam świadoma tego, co się we mnie dzieje. Pamiętam, że czułam się taka malutka, bezbronna, a jednocześnie bezpieczna i po prostu było mi dobrze.

Yugen – co to za uczucie?

Dziś już wiem, że to, co czułam, Japończycy określają jako yugen. Nie da się w prosty sposób wyjaśnić znaczenia tego konceptu. Yugen to uczucie, stan świadomości, pełnia i bezmiar jednocześnie. To wewnętrzne rozpadanie się na kawałki i błyskawiczne składanie pod wpływem silnego wrażenia, jakie robi na nas „to coś”. Tym czymś może być dzieło sztuki, które podziwiamy podczas wystawy. Może to być utwór muzyczny lub nawet dźwięk, od którego dostajemy gęsiej skórki. W moim przypadku odczułam yugen w relacji z lasem, potęgą gór, zapachem zieleni. Takie odczucia oczywiście nie są czymś jednorazowym, niepowtarzającym się. Zdarzają się, kiedy pozostajemy w głębokiej relacji z obiektem naszego zainteresowania tu i teraz, właśnie w tym momencie.

Człowieku, jesteś z lasu

Człowiek od zarania dziejów był nierozerwalnie związany z przyrodą. Jest jej elementem, składnikiem, małą cząsteczką w tym wielkim organizmie. Człowiek pochodzi z lasu. Żył w lesie, pracował w lesie, jadł, pił, wychowywał tam dzieci. Nic więc dziwnego, że badania nad wpływem przyrody na nasze zdrowie jednoznacznie wskazują na jej zbawienne właściwości.

W latach 80’, podczas badań prowadzonych przez japońskiego naukowca doktora Qing Li, odkryto, że drzewa wydzielają swego rodzaju truciznę, którą wdychamy spacerując po lesie. Fitocydy, bo tak nazwano te lotne związki, mają za zadanie chronić drzewa. Niektórzy naukowcy twierdzą nawet, że dzięki nim drzewa komunikują się między sobą, przekazując informacje na wiele kilometrów. W tych samych badaniach odkryto, że podczas spacerów w lesie fitocydy powodują u człowieka wzrost aktywności specjalnych komórek natural killers, dzięki którym nasz organizm posiada ochronę przed wirusami i bakteriami. Ale to nie jedyna korzyść, jaka idzie za obcowaniem z naturą.

Co znaczy shinrin-yoku

W 1982 roku Japońska Agencja Leśnictwa wprowadziła pojęcie, jakim jest shinrin-yoku.
W dosłownym tłumaczeniu pojęcie to oznacza kąpiele leśne. Ze względu na udowodnione naukowo korzyści zdrowotne jakie płyną ze spacerów w lesie i nawiązywaniu relacji z naturą, postanowiono włączyć sztukę/technikę shinrin-yoku do kanonu metod stosowanych w leczeniu i terapii rozmaitych schorzeń, od problemów z układem oddechowym, po zaburzenia psychiczne. Zaczęto wykorzystywać kąpiele leśne jako wsparcie lub alternatywę dla standardowych sposobów leczenia.

Ale w zasadzie, co to takiego te kąpiele leśne? Czy chodzi o kąpiel w leśnej sadzawce lub stawie? No, pewnie też by można, ale główne założenie niesie w sobie wiele więcej niż tylko wejście do wody w otoczeniu drzew. Kąpiele leśne jest to sztuka bycia tu i teraz w głębokiej łączności z otaczającą nas przyrodą. Jest to bycie uważnym na to, co w tej relacji dzieje się wokół i wewątrz nas. To stopienie się w jedno ciało z drzewem, mchem, powietrzem, dźwiękiem leśnej ciszy. Ten szczególny stan osiąga się wykonując proste ćwiczenia, związane z wielosensorycznym odbiorem bodźców z zewnątrz oraz z obserwacją tego, co dzieje się w nas samych.  

Shinrin-yoku nie tylko w Japonii

Ale zaraz, zaraz… przecież lasy i przyroda nie występują tylko w Japonii. Przecież nie zaczęliśmy praktykować kąpieli leśnych, bo ktoś to wynalazł i nazwał. Ta niezwykła więź z przyrodą, to coś wpisanego w nasze DNA. Również w naszej kulturze ludzie od zawsze wiązali swoje życie doczesne (i nie tylko) z siłami przyrody. Pory dnia, pory roku wyznaczały cykl życia. Ludzie czerpali z natury lekarstwa, jedzenie, elementy do budowy domu. Żyli w przyjaźni z lasem. Szanowali go, oddawali cześć, dbali o niego. Kultura słowiańska pełna jest legend, mitów, opowieści o lasach i jego bóstwach. Podobnie jak Japończycy mieli (mają) swoje kami, Słowianie także wierzyli w istoty mieszkające w leśnych drzewach, kamieniach, rzekach.

Nasze rodzime słowiańskie lasy, bory, zagajniki są idealnymi dla nas miejscami, gdzie możemy praktykować kąpiele leśne. Obecnie niemal na całym świecie szkoli się osoby, które specjalizują się w prowadzeniu kąpieli leśnych. W Polsce takimi certyfikowanymi szkoleniami przewodników leśnych zajmuje się Międzynarodowy Instytut Terapii Lasem we współpracy z Centrum Terapii Lasem w Białowieży.

Mlena Wyszyńska

Psycholog, terapeuta TSR, specjalista psychologii pracy i transportu. Prowadzi własną pracownię psychologiczną we Włocławku. Zajmuje się wspieraniem ludzi w oswajaniu stresu oraz interpretacji jego objawów. Wraz ze swoimi klientami poszukuje kreatywnych rozwiązań, skupiając się na ich zasobach wewnętrznych. Wykorzystuje swoje doświadczenie do tworzenia nowych metod pracy własnej. Współautorka programu treningów relaksacyjnych. Stale się uczy, rozwija, dokształca. Kocha czytać, pić herbatę, „kąpać się” w przyrodzie. Obecnie współtworzy książkę na temat kąpieli leśnych w kulturze słowiańskiej, która, miejmy nadzieję, ukaże się już wkrótce ;-). 

dobrostan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *