Czas czytania: 5 min

Skazani na sukces –  perfekcjoniści, którzy potrzebują złapać oddech i czasami chcą uciec na koniec świata lub zamknąć się w kwarantannie. Wszystko dlatego, że rozpaczliwie potrzebują regeneracji, bo przez długi czas brali na siebie za dużo, lub brali to, co kompletnie nie było ich.

Zmienić totalnie wygląd, aby nikt nas nie poznał. Zacząć mówić w innym języku i udawać obcokrajowca. Zostać leśnikiem albo otworzyć stragan z warzywami lub jak główny bohater filmu „Pogoda na jutro” z boską rolą Jerzego Stuhra, stać się zakonnikiem.

Dlaczego czasami zdarza się, że chcemy wszystko rzucić?

Najczęściej, z moich obserwacji i autopsji, zdarza się tak wtedy, kiedy robimy coś ponad swoje siły lub robimy coś, co nie jest „nasze”. Nie jest naturalnym talentem, którego rozwijanie daje lekkość, naturalność i poczucie szczęścia. Jest natomiast oczekiwaniem „ogółu” – bliskich, rodziny, przyjaciół, lub osób, które w ogóle nie powinny wpływać na nasze życie, ale z jakiegoś powodu dajemy im do tego prawo.  Jest też, równie często, oczekiwaniem naszego niespełnionego ego.

To właśnie EGO perfekcjonisty niczym trener personalny potrafi krzyczeć:

 – Ty nie dasz rady? Jak to nie dasz? Wiadomo, że dasz!

 – Pokaż im, pokaż sobie, pokaż całemu światu!

W moim przypadku był to głos takiego makiawelicznego, dobrego przyjaciela, który cichym głosem podpowiadał:

– No wiem, że jesteś zmęczona, ale to naprawdę nie jest nic tak wielkiego, dasz radę. Na pewno dasz. Na pewno będziesz wtedy bardziej wspaniała, dzielna, silna, spełniona, podziwiana, kochana, szczęśliwa.

Skazani na sukces. Chcesz zobaczyć drugą stronę medalu tego hasła?

Czy to modne stwierdzenie, powtarzane w kontekście ludzi sukcesu, tych w „czepku urodzonych”, podziwianych, skutecznych, osiągających cele, może mieć drugie dno?

Przyjrzyjmy się słowu skazany. Źródło: Polskie Wydawnictwo Naukowe:

skazany «osoba, na którą wydano wyrok skazujący»

skazać — skazywać  «określić z góry jakiś, zwykle zły, los kogoś, czegoś lub zmusić kogoś do czegoś»

A sukces?

Jak wielu z nas dawno temu zostało zaprogramowanych na to,  że sukces to między innymi: praca, najlepiej na rynkach zagranicznych – prestiżowa, świetnie płatna,  wizyty w hotelach, pieniądze – na wakacje, na markowe ciuchy, na własne mieszkanie w wieku 26 lat, na samochód, to podróże, sushi i szampan, krewetki w sosie różowym. ET CETERA, to tylko przykłady. Te definicje  – każdego trochę inne, spowodowały, że zaprogramowaliśmy się i skazaliśmy na dążenie do sukcesu, który niekoniecznie jest nasz.

Teraz pamiętam kto mi sprzedał taką wizję sukcesu i kiedy  wykrzywiło się moje zdrowe podejście, ale oświeciło mnie dopiero po wielu latach. To nie była moja wizja, ale stała się nią na wiele lat.

Rozwój jest najważniejszy?

Zawsze byłam zgrzana na rozwój, ale byłam zdrowo zgrzana, a nie stresowo w spięciu przyparta do muru.

A potem nagle wszystko się zmieniło. Jedna sytuacja,  chęć zasłużenia na czyjąś akceptację sprawiła, że nagle w moim życiu pojawiło się uczenie się w czasie wakacji w liceum, wstawanie o 7 rano w weekend i skrupulatny plan zadań, wymagania, nauka mnemotechnik, aby szło szybciej, więcej, lepiej. Potem po liceum był Kontrakt w Disneyu i 11 stolików do obsługi jako kelnerka w Planet Hollywood – koniec pracy o 2 w nocy. Po powrocie do Polski praca w tzw. Unicornie  – po 11 godzin dziennie, 8 tygodni pracy bez wolnego weekendu bo akurat była sesja na magisterce w Gdyni, dojazdy, nieprzytomność, itd.

W tym czasie kiedy funkcjonowałam ponad maje siły było wiele tematów, które nie były moje: uczenie się technik sprzedaży, praca w charakterze handlowca, PRowca,  promowanie marki na 40 rynkach na świecie, załatwianie i koordynowanie kontraktów dla firmy powyżej moich kompetencji,  prowadzenie komunikacji po angielsku, kiedy znałam go na bardzo słabym poziomie,  organizacja targów w Paryżu w 3 tygodnie i wykłócanie się o instalacje stoiska z ekipą agresywnych montażystów, bycie najmłodszym dyrektorem marketingu w historii firmy bez wsparcia merytorycznego w zarządzaniu zespołem.

Wszystko, w oderwaniu od moich silnych stron i w oderwaniu o moich autentycznych zasobów – psychicznych, mentalnych, fizycznych, zdrowotnych.

Ta historia w pewnym momencie zakończyła się operacją ratującą życie i ciężką nerwicą.

A teraz druga strona planety Ziemia i dwie historie

Historia Tomasza

Matematyk, lat 37, urodzony tego samego dnia co ja. Ostatnio dostał ogólnokrajową nagrodę za najlepiej napisaną pracę habilitacyjną, zatrudniony w najbardziej prestiżowej instytucji naukowej w Polsce, publikujący w czasopismach matematycznych na całym świecie. Mający dożywotnią możliwość bycia profesorem prestiżowej polskiej uczelni, zapraszany na międzynarodowe konferencje w charakterze prelegenta, ostatnio do Australii – pobyt miesięczny. O zarobkach nie wspomnę.

2 lata temu widząc mnie ze łzami w oczach, siedzącą nad korektą 60 stronnicowego katalogu,  w czasie urlopu, bo nikt inny tego nie zrobi tak jak ja, zapytał: Co ty się tak męczysz? Ja całe życie nie zrobiłem niczego, co sprawiałoby, że chce mi się płakać, nigdy. Co ty oszalałaś?

Jak możesz się tak torturować, bez przerwy jesteś zmęczona i sfrustrowana.

Historia Mateusza

Dyrygent, lat czterdzieści,  międzynarodowa kariera, wygrane konkursy. Rentier.

Kiedyś przy kolacji z okazji urodzin jego ojca zapytałam czemu zdecydował się na dyrygenturę? Odpowiedział, że to dlatego, bo nic innego mu nie wychodziło. Minuty by nie wytrzymał frustrując się i robiąc coś, co nie jest jego naturalnym talentem, który może rozwijać z intensywną lekkością. To nie o to chodzi, że mamy nie szlifować talentu, ale to musi być praca wzmacniająca, a nie osłabiająca. Musimy mieć przyjemność, adrenalinę, endorfiny i spokój.

Te dwie historie uzmysłowiły mi kilka ważnych spraw. Przede wszystkim to, że w życiu chodzi przede wszystkim o to, żeby być szczęśliwym. Może to i truizm,  ale kiedy to szczęście czujemy, sukces – w różnych odsłonach, niekoniecznie takich jak wyżej – przychodzi naturalnie i jest pełny.

Zajęło mi to kilkanaście lat. Obyś potrzebował mniej czasu!

Zajęło mi to kilkanaście lat. Teraz już wiem i czuję. Że warto:

  • odkrywać siebie – te swoje naturalne, piękne, wrodzone lub zaiskrzone i chętne do rozwoju strony,
  • dać sobie prawo do swoich „dziwności”, w których często kryje się wielka moc,
  • mieć cierpliwość i ciekawość wobec tego, co sprawia nam przyjemność i radość – jesteśmy  swoim najbardziej fenomenalnym projektem,
  • nie doszukiwać się we wszystkim użyteczności i opłacalności,
  • pytać siebie co dla mnie jest ważne, kiedy ja będę szczęśliwa, spełniona, zdrowa, w równowadze,
  • dać sobie prawo do mówienia „nie” bo to wzmacnia nasze „tak”,
  • pytać siebie co mogę zrobić z tym co mam, zakładając, że to jest wystarczająco dobre, aby osiągnąć najpiękniejszy, najlepszy, najbardziej spektakularny – najbardziej NASZ –  sukces.

Nie gińmy wychodząc ze strefy komfortu. Nie zatracajmy się, nie terroryzujmy, nie mówmy „musisz”. Jak chcesz wejść na wielką górę to nie biegnij, bo zmęczysz się i nie wejdziesz.

Pozwólmy sobie wzrastać.  W zgodzie z naszą, jakże osobistą – NATURĄ.

Fot. Shutterstock

Sydonia Klimsiak

Doświadczenie w marketingu zdobywała na rynkach zagranicznych pracując dla firm eksportowych. Od ponad 10 lat zajmuje się odkrywaniem tożsamości marek i marketingiem wizerunkowym. W pracy z marką odnajduje jej najmocniejsze strony, prawdziwe talenty i przewagi konkurencyjne na wielu poziomach. Tworzy teksty marketingowe opisujące unikalną tożsamość marki, która jest fundamentem szeroko pojętej strategii marketingowej. Wierzy w autentyczność, która jest jedyną słuszną i skuteczną drogą budowania siły przekazu. Całą swoją pracę opiera na marketingu wartości – nawet jeśli ponosi z tego powodu biznesową stratę.
Uważa, że „wiedza to potęga” i jednocześnie twierdzi, że „wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy” – bo to ona sprawia, że wychodzimy dużo dalej poza schematy, odnajdujemy nowatorskie rozwiązania, stwarzamy rzeczy na nowo, prawdziwie kreujemy.

www.sydonia.eu

Fot. Polbrand Media Damian Jasiński

O autorze

biznes, rozwój osobisty Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *